• Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Johann Nikolaus von Dreyse

Drukuj PDF

Johann Nikolaus von Dreyse


Johann Nikolaus von Dreyse (ur. 20 listopada 1787 w Sömmerda, zm. 9 grudnia 1867 tamże) – niemiecki inżynier, wynalazca broni odtylcowej.

Początkowo mieszkał w Paryżu. W 1809 zaczął współpracować z francuskim pułkownikiem Pauli, który z polecenia Napoleona zajmował się ulepszaniem francuskiego karabinu wz. 1777. W 1815 roku powrócił do Prus i rozpoczął prace nad nabojem z zapłonem bocznym. W 1827 roku skonstruował jednostrzałowy odprzodowy karabin iglicowy na amunicję zespołową własnego pomysłu. Nabój po włożeniu do lufy od strony wylotu był dobijany do dna lufy za pomocą stempla metalowego. Ze względu na niebezpieczeństwo wystrzału w czasie dobijania, broń nie została wprowadzona do uzbrojenia. W 1836 roku opracował pierwszy karabin odtylcowy ładowany od wlotu lufy, W 1838 roku Johann Nikolaus von Dreyse wykonał kolejny prototyp karabinu odtylcowego. W odróżnieniu od jego wcześniejszych konstrukcji tego rodzaju broni konstrukcja ta wzbudziła zainteresowanie armii pruskiej uzbrojonej w tym czasie w odprzodowe karabiny z zamkiem skałkowym. Karabin Dreysego został przyjęty do uzbrojenia 04.12.1840 rozkazem cesarza Fryderyka Wilhelma IV roku jako "Zündnadelgewehr M/41". Jednak przez pierwsze lata konstrukcja była utajniona i nosiła mylącą nazwę "leichtes Perkussionsgewehr M/41" czyli "lekki karabin kapiszonowy". Oficjalnie nazwa "Zündnadelgewehr M/41" pojawiła się dopiero w 1855 roku po odtajnieniu konstrukcji. Pomimo rozpoczęcia produkcji karabiny Dreysego zaczęły trafiać do jednostek dopiero w 1848 roku, kiedy zmagazynowano dostateczną ilość karabinów, aby przezbroić jednocześnie wszystkie jednostki armii pruskiej. Poza karabinem piechoty produkowano także inne wersje konstrukcyjnie oparte na M/41. Modele karabinu iglicowego Dreyse:

Zündnadelgewehr M/41

Zündnadelbüchse M/49

Zündnadelbüchse M/54(Pikenbüchse)

Zündnadelfüsiliergewehr M/60

Zündnadelgewehr M/62

Zündnadelbüchse M/65

Zündnadelkarabiner M/57

Zündnadelwallbüchse M/65

Zündnadelpioniergewehr M/69

Zündnadelgewehr mit Aptierungen nach Beck (modyfikacja karabinów przez Becka)

Do iglicówek Dreyse stosowano następujące rodzaje amunicji scalonej:

M 1841

M 1847

M 1855

M 1857 (do Zündnadelkarabiner M/57)

M 1865 (do Zündnadelwallbüchse M/65)

M 1872 (A/n Beck)

Po raz pierwszy karabiny Dreysego zostały użyte podczas oblężenia Drezna w 1849 roku, będącego jednym z ostatnich starć Wiosny Ludów. W trakcie zamieszek utracono pewną ilość karabinów, z których nie odzyskano jedynie 3 (lub nawet 20) sztuk, które padły łupem obcego wywiadu, prawdopodobnie Anglii. Prawdopodobnie w zakładach Holland w Londynie ok. 1850 roku wyprodukowano nieznaną ilość kopii karabinu M/41, które poddane zostały próbom wojskowym.

Później użyto ich podczas wojny prusko-duńskiej (1864) i austriacko-pruskiej (1866). Wprowadzenie karabinu Dreysego spowodowało duże zmiany w taktyce piechoty. Karabiny odtylcowe mogły być ładowane w pozycji leżącej, dzięki czemu straty pruskie były znacznie niższe od austriackich. Zwiększenie szybkostrzelności praktycznej karabinów spowodowało także zmniejszenie znaczenia kawalerii. Konflikty te ujawniły poza zaletami także wady karabinu Dreysego. Naboje do karabinu Dreysego miały spalającą się łuskę papierową. Ponieważ zamek nie zapewniał całkowitej szczelności, część gazów prochowych wydostawała się nieszczelnościami zamka, co z jednej strony zmniejszało donośność, z drugiej groziło poparzeniem twarzy strzelca. Ponieważ spłonka była umieszczona tuż za pociskiem, iglica musiała być bardzo długa, a podczas wystrzału działały na nią gazy prochowe o wysokiej temperaturze, co powodowało częste pękanie tej części. Dreyse zastosował w swojej broni pocisk ołowiany w sabocie papierowym. W teorii sabot miał odpadać od pocisku po opuszczeniu przez niego lufy, w praktyce nie zawsze następowało rozdzielenie sabotu i pocisku, a w rezultacie celność karabinu Dreysego nie była zbyt wysoka.

W 1870 roku wybuchła wojna francusko-pruska. Armia pruska uzbrojona w karabiny Dreysego starła się podczas niej z armią francuską uzbrojoną w karabiny Chassepot Mle 1866. Były one podobnie jak karabiny Dreysego bronią odtylcową na amunicję w łusce spalającej się, ale miały zamek wyposażony w uszczelniacz kauczukowy zapewniający całkowitą szczelność zamka i dzięki temu miały większą donośność i celność.

Pomimo posiadania gorszej broni armia pruska wygrała wojnę, ale natychmiast po jej zakończeniu podjęto decyzję o wprowadzeniu do uzbrojenia nowego karabinu pozbawionego wad karabinu Dreysego. Od 1871 roku był on zastępowany przez nowy Infanterie-Gewehr Mod. 71 skonstruowany przez braci Paula i Wilhelma Mauserów. Jednak przed wprowadzeniem Infanterie-Gewehr Mod. 71 karabiny Dreyse przeszły ostatnią modernizację, pracownik zakładów w Sömmerda Johann Beck zaproponował modyfikację istniejących karabinów poprzez dodanie uszczelnień zamka i zmianie celowników dostosowanych do balistyki nowego naboju M 1872 (A/n).

Karabiny Dreysego dały początek nowoczesnej broni strzelniczej, przyczyniły się do spektakularnej wygranej Prus nad Austrią w czasie bitwy pod Sadową, zapewniając wojsku Wilhelma I miażdżącą przewagę.

NIEZNANE KULISY WIELKICH ODKRYĆ

30 lipca 1866, w poniedziałek, Johann Dreyse obudził się wcześnie. Zapowiadał się ciepły dzień. Stary rusznikarz nie przepadał za taką aurą, upał go męczył. Dość długo leżał w łóżku, założył szlafrok i zszedł do jadalni. Poprosił służbę, by przyniesiono mu do sypialni kawę i gazety. Założył okulary, wziął łyk kawy i zabrał się do lektury. Od wybuchu wojny z Austrią Dreyse dużo czasu poświęcał na czytanie gazet. Wzrok mu się męczył, ale nie mógł pozbawić się przyjemności śledzenia postępów pruskiej armii i wyłapywania informacji dotyczących jego karabinów odtylcowych, Dreyse M 1862, dzięki którym – szczerze w to wierzył – wojska Wilhelma I dawały Austriakom łupnia. Wziął do ręki „Königlich Preussischer Staats Anzeiger”, pismo wydawane przez pruski rząd, i zaczął przeglądać sprawozdanie z wielkiej bitwy pod Sadową, która rozegrała się 3 lipca i – wszystko na to wskazywało – miała zadecydować o wyniku całej wojny. Ciężko mu się było przebić przez zdania wydrukowane gotycką czcionką, nasunął więc na nos okulary, połówki. „Rezultat 3 lipca był wypadkiem szczęśliwym dokonanego połączenia trzech dotąd rozłączonych armii pruskich na placu boju, a waleczność wojsk podniosła rezultat ten do zupełnego zwycięstwa” – Dreyse zaczął czytać półgłosem. „174 działa, 18 tysięcy jeńców, 11 chorągwi wpadło w ręce Prusaków. Ze strony Austrii straty oblicza się w sumie na 40 tys.  żołnierzy, ze strony pruskiej 10 tys. Takiej porażki jeszcze armia austriacka nie doznała”. „I nic o moich karabinach” – Johann pokiwał głową. Pamiętał jeszcze fragment proklamacji króla pruskiego wydany po wygranej bitwie, obszernie cytowanej przez gazety: „Prasa austriacka przypisuje zwycięstwo naszej broni iglicowej; może to być w części, ale niezaprzeczalne moralne wartości naszego żołnierza więcej znaczyły od zbieraniny austriackiej”. I wiedział swoje – że to jego karabin wygrał wojnę z Austrią.

Nad ładowanym od tyłu karabinem Dreyse pracował już w latach 30. XIX wieku. Idea tej broni była tak stara jak sama broń palna. Problem polegał jednak na tym, że nie wymyślono skutecznego mechanizmu, który by sprawiał, że karabin taki byłby „szczelny”. Przełomem okazał się zamek wymyślony przez rusznikarza z Sömmerda, na pewno przed 1838 rokiem. Komora całego mechanizmu składała się z dwóch żelaznych walców, wewnątrz pustych, osadzonych tak, że walec wewnętrzny był spojony z lufą, a na wierzchu miał otwór, przez który wkładało się nabój. Natomiast walec zewnętrzny obracał się do wewnątrz i posuwał do przodu za pomocą specjalnego słupka, stanowił mechanizm, który domykał komorę. Taki był finał, ale pomysł ewoluował przez lata. W grudniu 1840 roku król Prus Fryderyk Wilhelm IV zatwierdził tę broń dekretem na wyposażenie swojego wojska, jednak oficjalnie konstrukcję nazwano „leichtes Perkussionsgewehr”, czyli lekki karabin kapiszonowy. Prusacy zdawali sobie sprawę z tego, że broń jest absolutnym novum. Stosowane wtedy powszechnie kapiszonówki ładowane od przodu zdecydowanie przewyższały parametrami karabin Dreysego. Ważna była jednak szybkość ładowania oraz fakt, że można było tego dokonać klęcząc, a nawet leżąc, co w przypadku broni odprzodowej było nie do pomyślenia. Żeby nabić iglicówkę, trzeba było odciągnąć wystającą z tyłu prowadnicę iglicy, podnieść rączkę zamka pionowo do góry i pociągnąć do tyłu. Wtedy można było załadować nabój składający się z ołowianej kuli i papierowej łuski, później zaś powtórzyć czynności w odwrotnej kolejności. Wystarczyło kilkanaście sekund i broń była gotowa do oddania strzału. 500-osobowy oddział piechoty stojący naprzeciw szarżującego szwadronu kawalerii mógł oddać 5 tys. strzałów w ciągu 2 minut, a więc w czasie potrzebnym jeźdźcom do dopadnięcia piechurów. Jeżeli tylko co 10. okazywał się celny, szwadron przestawał istnieć. Broń Dreysego była tajemnicą do roku 1848. Do tego czasu zdołano już przezbroić większość jednostek. Podczas walk w Berlinie w ramach Wiosny Ludów tłum wyniósł z miejskiego arsenału „cudowne karabiny”. Odzyskano niemal wszystkie – za kilka słono mieli zapłacić agenci brytyjskiego wywiadu, którzy uznali jednak, że właściwości nowej broni są niezadowalające.


Jakoż i karabin miał swoje wady. Nie udało się zapewnić szczelności komory, a wydostające się przez szczeliny gazy prochowe sprawiały, że siła, z jaką pocisk wylatywał z lufy, była mniejsza od tej w klasycznych kapiszonówkach. Poza tym strzelec musiał liczyć się z ryzykiem poparzenia. Był jeszcze pewien ważny szczegół: igła inicjująca wybuch wbijała się głęboko w nabój, była więc narażona na wysoką temperaturę i szybkie zużycie. Karabiny odtylcowe pokazały atuty dopiero podczas wojny z Austrią, w czasie starcia pod Sadową. W decydującym momencie, gdy Austriacy próbowali kontratakować wojska pruskiej 2. Armii, nacierając na bagnety, zostali poszatkowani salwami z iglicówek. Było siedem razy więcej zabitych Austriaków niż Prusaków.

Johann Nikolaus odłożył gazety i zdjął okulary. Z tekstów wynikało, że Prusy zawrą wkrótce pokój z Austrią i dostaną wszystko, czego będą chciały. Spadł ciepły, letni deszcz. Staruszek ucieszył się. „W końcu będzie czym oddychać” – pomyślał, nabierając powietrza.